poniedziałek, 5 września 2011

Boso, ale w ostrogach - Stanisław Grzesiuk


Przedwojenna Warszawa, Dół – czyli Powiśle i Czerniaków, a w tym ulica Tatrzańska. Ulicą idzie z fasonem warszawski grandziarz – spodnie po starszym bracie, marynarka z cerowanymi klapami, na szyi jaskrawoczerwona apaszka a na głowie obowiązkowo – czapa w kratę. Biało - czarną. To Stanisław Grzesiuk, autor książki, a zarazem jej narrator i główny bohater. Książka wspomnieniowo-autobiograficzna, z której poznajemy warszawską codzienność lat 30 i początkowych miesięcy II wojny światowej.
Stanisław Grzesiuk – Kozak (jakoś trzeba było rozróżnić czterech Staśków, mieszkających w jednej kamienicy) to postać barwna do wypęku. Charakterny chłopak, honorowy. Uczciwy na wariacki, przedwojenno-warszawski sposób. Słabszych nie zaczepi, ale sam zaczepiony będzie się bronił. Kobiety nie uderzy, ale panienkom sprzedającym się Niemcom – nawrzuca ile wlezie. Uparty, zawzięty i ambitny – na przekór losowi. Pracuje w fabryce (a taką mu własna matka „piękną” przyszłość przepowiadała – „już ty popracujesz, dwa dni z dzisiejszym!” ;) ), łakomy na wiedzę i zdobywanie nowych umiejętności, uczy się wieczorowo – tyle jego, co mu do głowy wpadnie, tego nikt nie zabierze. Od wódki nie stroni, z ferajną ćwiarteczkę wypije, ale wedle zasady: można wypić po kubeczku, spokój w głowie, w porządeczku. Potrzebującym pomoże, choć sam ma niewiele. Umie kombinować, czyniąc to zawsze z humorem. Optymista.
Dzisiaj ktoś taki byłby traktowany co najmniej z rezerwą. Ale też – dzisiaj takich charakternych ludzi już chyba nie ma…
Kozak przekazuje czytelnikowi informacje o życiu codziennym: ile kosztowało wiadro wody, jak mógł zarobić na życie piętnastolatek z kamienicy czynszowej, jaka kultura obowiązywała chłopaka z Dołu, który wybierał się w miasto, jak tańczyło się „U przyjaciół” i jak załatwiało się przedmioty codziennego użytku, zazwyczaj niedostępne. Kindersztuba, obowiązująca w fabryce, zarobki i mieszkania robotnika czy majstra… Piękny dokument.
I… chyba nie da się więcej o książce jako takiej napisać. Ogrom faktów, natłok przygód, idealne wciągnięcie czytelnika w tamten klimat. Dla mnie Grzesiuk stanowił samorodny talent pisarski, bije na głowę wielu uznanych, współczesnych autorów. Zapewniam, czytelnik nie pożałuje spędzonego nad książką czasu.  

Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Rok wydania: 1961 (po raz pierwszy) 1982 (mój egzemplarz)
ISBN: 83-05-11107-5
Liczba stron: 263
Cena: ok. 26zł
Foto: media200.8p.pl: 


9 komentarzy:

  1. Oo, Grzesiuk...Ze wszystkich autorów, którzy pisali o obozowych realiach jego cenię najbardziej...Oczywiście "Boso..."jeszcze o tym nie mówi, ale "Pięć lat kacetu" już tak, którą Ci polecam jeśli jeszcze nie czytałaś i czytujesz czasem książki o tej tematyce. Grzesiuk był niesamowitym człowiekiem...Przeczytałam wszystkie 3 jego książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, całą trylogię. I mam to samo odczucie nt. realiów obozowych. Zaskoczyło mnie bardzo to, co tam pisał i jak rzeczywistość ukazywał, chociażby to, że nie tylko dramat, ale i... humor, uczucia. Chyba nikt poza nim tego nie mówił, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie, nie pamiętam kto ze świadków tych zdarzeń, który opisał to w książce, zachował tyle humoru i lekkości ducha. Pod tym względem nie ma sobie równych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przedwojenna Warszawa - raczej nie moje klimaty. No chyba, że język byłby na tyle "wciągający".

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio czytałam tę właśnie książkę - nie powaliła mnie na kolana, ale zdecydowanie wciągnęła. Prosty styl i taka niesamowita prawda to chyba główne zalety tej książki :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam 3 pozycje autorstwa St. Grzesiuka i byłam zachwycona. Prosty język, lekki styl, mnóstwo humoru. Zaczęłam od "Pięciu lat kacetu", a reszta poszła jak z płatka. Autor literacko nakarmił mnie dokładnie tym czym nakarmiona być chciałam. Podoba mi się, że jest ateistą. Że książka "Pięć lat kacetu" została pozbawiona patosu, naiwnej wiary w ludzi (a Grzesiuk wierzył w nich jak nikt, tyle, że nie dawał robić się w balona). Autor pisał co widział, nie ubarwiał, nie czynił ludzi lepszymi niż są, a przede wszystkim - nie wybielał swojej osoby. W "Boso ale w ostrogach" pokazał, że świat trudnej młodzieży z biednych dzielnic kilkadziesiąt lat temu aż tak bardzo się nie różnił od obecnego. Była wódka i dyskoteki, bójki, cwaniactwo i gorszenie starszych, nieprzystosowani do rzeczywistości, nieradzący sobie z uczniami nauczyciele, problemy ze znalezieniem pracy, problemy z opłaceniem nauki. Po idealnych bohaterach "Kamieni na Szaniec" czytelnik w końcu wie, że ma do czynienia z żywym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zainteresowałaś mnie tą pozycją. Nie znam jeszcze twórczości Grzesiuka, ale lubię czytać o dawnej Polsce, której nie znam, więc chętnie sięgnę po tą książkę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam, czytałam! Ale Tobie zawdzięczam to, że wiele "Zapomnianych książek" wyciągam teraz z "zakamarków pamięci" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Grzesiuk to jest prawdziwy facet z krwi i kości.Nigdy nie czytałem książek ale dzięki panu Stanisławowi zacząłem to robić. Wniósł w moje życie sporo mimo tego że to tylko książka.Dla niektórych to tylko kolejna książka do kolekcji przeczytanych.A dla mnie to jest prawdziwe przesłanie życia obozowego.Ludzi opisujący życie w obozie skupiali się tylko na ciężkich momentach swojego życia.Choć w pewnym sensie mają racje bo ciężko jest pamiętać w tych czasach coś co było piękne.Ale dla Grzesiuka z wszystkiego można się śmiać i bawić miał niesamowity dystans życiowy.Co możemy zobaczyć w poszczególnych gatunkach jego biografii.Kiedyś jak już się zbiorę chcę pojechać do Warszawy i zapalić ogromny znicz dla pana Grzesiuka.A dlaczego ogromy ? dlatego że miał ogromnego ducha.A jak wiem został mu już tylko jego dusza.Choć będę miał już 80 lat daj boże jak dożyję to nigdy nie zapomnę o tym człowieku.I mam nadzieję że każdy z nas nie pozwoli aby pamięć o Stanisławie Grzesiuku nigdy nie zagasła.Do zobaczenia Grzesiuk kiedyś się tam spotkamy

    OdpowiedzUsuń