Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polscy autorzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polscy autorzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2012

No i co? Powrót? A, niech będzie. "W niewoli algierskiego prawa" Anny Brahmini

Nie napiszę, ile czasmu zabierałam się do skrobnięcia tu czegoś, czegokolwiek. Zgroza :)) 
Czytam ciągle, a jakże. Ale jakoś tak... pisać mi się nie chciało. 

Obecnie na tapecie "W niewoli algierskiego prawa" Anny Brahimi. Czyli po raz kolejny: jak skopać sobie życie na własną prośbę. No tak, nic na to nie poradzę, że dla mnie kobieta mająca OGROMNE wątpliwości, nieufająca mężczyźnie a jednak jadąca za nim do kraju muzułmańskiego jest - głupia. 
Historia oparta na faktach, koniec lat '70, Polska, Anna poznaje studenta końcowego roku Politechniki. I tu przestaję rozumieć, bo jasno napisane: nie do końca przekonana do związku, a jednak bierze ślub (dodam: nie ma żadnej głupiej sytuacji rodzinnej w stylu rodzice potwory), zachodzi w ciążę, utrzymuje męża. Ten w końcu wyjeżdża do Algierii, ona po 2 latach dołącza do niego i - też z wielkimi wątpliwościami. To ja się pytam - po cholerę? Na miejscu miała pracę, mieszkanie, spokój, córkę przy sobie. No nie ogarniam i tyle.

W dodatku już widać, że facet psychol, zaborczy, zazdrosny ponad miarę, wybuchający o byle pierdołę (zjedzenie 2 czekoladek z bomboniery to powód do urządzenia karczemnej awantury, bo żona zapewne ma kochanka...).

U obcych wcale nie jest lepiej, wręcz przeciwnie, dramat godni dramat do tego stopnia, że w końcu - w kraju muzułmańskim! - nastepuje rozwód, gdy na jaw wychodzi ciężka choroba psychiczna. Oczywiście pojawiły się kolejne dzieci, kolejne problemy, doszła dziwna rodzina męża, obce środowisko, choroby, brak pieniędzy... I tak minęło 16 długich, potwornych, zmarnowanych lat.

I w sumie chyba tylko dlatego to czytam, by pomyśleć: na szczęście nie każda kobieta jest głupia. A, no i jeszcze - styl autorka ma naprawdę niezły, knigę czyta się dobrze, aczkolwiek - co chwilę odkładam, bo się denerwuję ;)

Ale w sumie polecam. Dostępna tylko w bibliotekach, wznowień brak.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 1999
ISBN: 83-7023-653-7
Liczba stron: 473
Oprawa: miękka
Cena: jedyny egzemplarz na all, ok. 40zł
Foto: wp.pl:


wtorek, 3 stycznia 2012

Cisza pod sercem - Monika Orłowska

Późną jesienią przeczytałam gdzieś w Sieci o tej książce, kupiłam od razu i... bardzo długo zbierałam się do jej przeczytania. Bałam się pewnej egzaltacji, tego, że będą to wynurzenia w stylu "ojejusiu-moja-dzidzia-nie-żyje". Sama przeszłam we wrześniu poronienie i ostatnie, czego potrzebowałam, to takie słitaśne, infantylne podejście do tematu. Książki nie kupiłam masochistycznie, nie w celu rozpamiętywania, ot, chciałam przeczytać bo w jakiś sposób temat mi bliski. Bliski podwójnie, bo bohaterkami są 4 kobiety, które po utracie ciąży spotykają się na forum internetowym, a sama jestem zwierzęciem forumowym. 
Ale - miłe zaskoczenie. Książka napisana bez ckliwości. Owszem, bohaterki rozpaczają, nie zapominają, ale jakoś tak - naturalnie. Historie kobiet poprzedzielane są ich postami z forum, jeśli ktoś nie pisuje, to MOŻE to drażnić. Mnie się podobało :) A właściwie podoba, bo jestem w trakcie czytania.
Co ciekawe, niedoszłe mamy są tak od siebie różne, że ujęcie ich w jednej książce, ogarnięcie wspólnym tematem było chyba niezłą trudnością...? Mamy i bogobojną Anię (i chociaż sama taka nie jestem, to bardzo spodobała mi się jej rodzina), i singielkę Dominikę, i przypadkową ciążę, z jednego sexu - Ewy, i Mariolkę - dziewczynę bez większych ambicji naukowych, a ciepłą, pogodną i chyba najmłodszą z całej ekipy. 
Na dzień dzisiejszy ciekawa jestem, jak się historie forumowiczek skończą, jestem w połowie czytania. 
Polecam. Ciężki temat, przykry, ale ujęty ciepło, naturalnie. Książka może być chyba niezłą terapią dla kobiety po przejściach - jeśli nie ma się możliwości pogadania z kimś o sprawie, nie ma się odwagi by pisać publicznie czy po prostu - nie ma się ochoty. 

PS. Długo mnie nie było, czytałam, czytałam ciągle, ale weny do pisania jak na lekarstwo. Chyba jesienna aura odbierała chęć na pisanie :) 

Wydawnictwo: REPLIKA
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-7674-137-6
Liczba stron: 444Oprawa: miękka
Cena: ok. 27,99zł (w sklepie merlin.pl)
Foto: merlin.pl:


piątek, 21 października 2011

Dziennik Taty - Tomasz Kwaśniewski

Najpierw był blog: Dziennik ciężarowca
Potem wydano go jako książkę. A jeszcze potem autor, Tomasz Kwaśniewski, z racji bycia dziennikarzem napisał sobie różne felietony okołodziecioworodzinne. I te właśnie felietony tworzą książkę "Dziennik Taty", przy czym kolejność jest alfabetyczna, a nie - pamiętnikowa. 
Pierwszy raz czytałam ten zbiór albo jeszcze będąc w ciąży, albo gdy Agu była całkiem maleńka. I to akurat tu ma znaczenie, bo teraz, gdy córa ma już 17 miesięcy, odebrałam książkę całkiem inaczej. Mądrzej. Pełniej. Dojrzalej.
Autor przedstawia często zaskakująco proste, logiczne wnioski, które jednak na co dzień rodzicom umykają. Czytając o tym, jaka furia ogarnia autora gdy jego córa nie chce się ubrać, doskonale wiem, co ma na myśli. Widzę też, jak NIE mogę reagować, czego unikać, a jednocześnie czuję ogromną ulgę - nie jestem rodzicem z koszmarnej bajki, nie tylko ja się wściekam, nie tylko mnie jest trudno. Nie spodziewałam się, że takie poczucie, ta świadomość będzie dla mnie tak istotna i tak pomocna. 
Zdarza się, że słowa autora mnie rozdrażnią, zbyt filozoficzne momentami i chyba - zbyt intymne, jak we fragmencie o seksie i seksualności. 
Jednakże na dzień dzisiejszy uważam, że każdy rodzic (ok, powiedzmy każdy, który ma w domu przedszkolaka i młodsze dziecko) powinien tę akurat książkę przeczytać. Dla zdrowia psychicznego :) 

Wydawnictwo: Wydawnictwo WAB
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-7414-774-3
Liczba stron: 324
Oprawa: miękka
Cena: ok. 35zł
Foto: merlin.pl:



wtorek, 27 września 2011

Ksiądz Rafał - Maciej Grabski

Stary proboszcz umiera. Po kilku miesiącach kościół w Gródku dostaje nowego księdza - Rafała Nowinę.
Stanisław, jego poprzednik, był człowiekiem twardych zasad, starych zasad, gdzie ksiądz może z ambony wszystko a trzódkę swą traktuje jako poddanych. Wierni, przez lata przyzwyczajeni do takiego obrotu sprawy, z niepokojem oczekują zmian, jakie niesie nowy, młody duchowny. 
Postać księdza Rafała to niemalże odpowiednik wampira Edwarda - tak, jak nastolatki (i kobiety zapewne) w skrytości ducha marzą o takim mężczyźnie, tak wierni z pewnością marzą o takim księdzu :) Wysoki, postawny, przystojny, z poczuciem humoru, sprawiedliwy, mądry, kiedy trzeba - twardy jak stal. Prawdomówny i rozsądny. Wydawać się może, że jest tak idealny, że aż drażniący i naiwny - ale, o dziwo, nie. Ot, wielce sympatyczny bohater książki.
Styl pisania Macieja Grabskiego - bardzo, bardzo pozytywny. Wartka opowieść, dobrze ułożone dialogi, akcja sprawnie się kręci. Dużo humoru, przeplatanego małymi (i większymi) zmartwieniami Gródka. 
Dla mnie, kompletnie nie siedzącej w środowisku Kościoła Katolickiego (nigdy nie miałam znajomych księży, nikogo duchownego w rodzinie, nie mam pojęcia, jak to wszystko kręci się od środka) książka ta była też okazją do przybliżenia tematu, bo autor przedstawia czytelnikowi też różne wewnątrzsystemowe, kościelne gierki - walka o władzę trwa. Tym trudniejsza, że cała historia rozgrywa się pod koniec lat 70 ubiegłego wieku.

Podsumowując - strzał w dziesiątkę. Teraz muszę zdobyć drugą część!

Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-240-1783-6
Liczba stron: 364
Oprawa: miękka
Cena: ok. 35zł
Foto: merlin.pl:

czwartek, 22 września 2011

Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana - Danuta Noszczyńska

Płaczę ze śmiechu, fajtam nogami, leżę i kwiczę, tarzam się w głupawkowym szale :D
Książka - cudna. Świetny pomysł na opowieść, bardzo ciekawy sposób przedstawienia historii. A o czym ona? Ano, pewien starszy jejmość doszedł do wniosku, iż skoro na karku dźwiga dwie kosy, czyli 77 lat, to śmierć podwójnie mu grozi teraz. Aby zachować coś dla potomności rodzinnej, postanawia spisać dzieje żywota swego, tako też czyni. 
Marian Żywotny posiada żonę, trzy córki i syna. Dom z obejściem również, a to wszystko we wsi Mużyny. Wspomnienia zapisuje cofając się do lat swych dziecinnych, ale przeplatane są one wstawkami z teraźniejszości. A jakim człowiekiem Marian jest? Obłudnik, sknera, raptus, bogobojny aż strach, uważa się za patriotę (aczkolwiek dziwnie to pojmuje), przy tym wszystkim - ma w wielkim poważaniu rozum swój, a po prawdzie rozumek to wielkości Kubusia Puchatka jest...

Całość czyta się ZNAKOMICIE. Nie spodziewałam się, szczerze mówiąc. Dostałam książkę, przeczytałam kilka pierwszych zdań i myśl: o rany, ja mam przez to przebrnąć...? Po całej stronie zmieniłam zdanie :) Przy okazji mam dodatkową zabawę - wyszukuję wśród bliższych i dalszych znajomych osobowość Mariana :)) Dodatkowym atutem jest bardzo ładna okładka, szalenie lubię te z wytłaczanymi literami, mam wrażenie wówczas, że komuś zależy naprawdę na wyglądzie książki. 

Czy polecam? Z całego serca.

Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62405-16-9
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Cena: 34zł
Foto: wydawnictwosol.pl

czwartek, 15 września 2011

Gaumardżos - Anna Dziewit - Meller i Marcin Meller

I ja dołączam do recenzentów tej książki, choć tak wiele czytelników już ją opisało... :)
Sięgnęłam po "Gaumardżos!" z oporami. Nie przepadam za Marcinem Mellerem (no dobra, nie przepadałam, czas przeszły), bo... wizualnie mi nie odpowiada. I tyle, jakoś tak nie miałam ochoty na niego patrzeć w telewizji, i przeniosło się to uczucie na książkę. Ale tyle dobrych słów o niej, tyle zachęt, że uległam. I chwała Bogu.

Przede wszystkim rzecz napisana bardzo, bardzo ciepło, przyjaźnie, bez napuszenia, bez przechwałek. Pokazała dwoje ludzi (mam tu na myśli panią Anię i pana Marcina) wielce ciekawych, z wieloma pasjami, zwariowanymi pomysłami, którzy w swych opowieściach ani się nie wybielali, ani nie robili z siebie jakiś bohaterów, za to pokazali swoje słabostki. 
Druga rzecz - szalenie spodobały mi się zdjęcia. Nie są jakieś wielce artystyczne, raczej robione przeciętną ręką, ale za to zdjęcia typu: fajna pamiątka z wakacji, ujęcia robione dla uwiecznienia chwili, a nie pod publiczkę. Może się mylę, ale jeśli tak - to dobrze, że można je tak właśnie odbierać. 
Kolejna - zadziwia, jak w tak niewielu słowach (bo umówmy się - cóż to jest książka? to jakieś tam ramy, w które trzeba zmieścić określoną ilość danych) można przekazać tak wiele emocji, faktów, relacji, uczuć, przeżyć. Autorom udało się przelać swój zachwyt Gruzją na papier tak, że... ten kraj trzeba samemu przeżyć i tyle. Książka zdecydowanie nie wystarcza, czytelnik chce więcej i więcej. 
Minus - ale to akurat dla mnie - spora dawka historii politycznej na koniec opowieści. Ale rozumiem, że to było istotne dla losów kraju. Ominęłam, znudziło mnie. 
Ogólnie - wielkie brawa Autorom :) 

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 420
Oprawa: miękka
Cena: ok. 35zł, ja płaciłam w Matrasie 27 - promocja
Foto: merlin.pl


PS. Na blogu Sabinki, o TUTAJ można przeczytać słów alfabetycznych kilka o autorce Agnieszce Lingas - Łoniewskiej, a także otrzymać książkę - szczegóły w poście. Powodzenia :) 

poniedziałek, 5 września 2011

Boso, ale w ostrogach - Stanisław Grzesiuk


Przedwojenna Warszawa, Dół – czyli Powiśle i Czerniaków, a w tym ulica Tatrzańska. Ulicą idzie z fasonem warszawski grandziarz – spodnie po starszym bracie, marynarka z cerowanymi klapami, na szyi jaskrawoczerwona apaszka a na głowie obowiązkowo – czapa w kratę. Biało - czarną. To Stanisław Grzesiuk, autor książki, a zarazem jej narrator i główny bohater. Książka wspomnieniowo-autobiograficzna, z której poznajemy warszawską codzienność lat 30 i początkowych miesięcy II wojny światowej.
Stanisław Grzesiuk – Kozak (jakoś trzeba było rozróżnić czterech Staśków, mieszkających w jednej kamienicy) to postać barwna do wypęku. Charakterny chłopak, honorowy. Uczciwy na wariacki, przedwojenno-warszawski sposób. Słabszych nie zaczepi, ale sam zaczepiony będzie się bronił. Kobiety nie uderzy, ale panienkom sprzedającym się Niemcom – nawrzuca ile wlezie. Uparty, zawzięty i ambitny – na przekór losowi. Pracuje w fabryce (a taką mu własna matka „piękną” przyszłość przepowiadała – „już ty popracujesz, dwa dni z dzisiejszym!” ;) ), łakomy na wiedzę i zdobywanie nowych umiejętności, uczy się wieczorowo – tyle jego, co mu do głowy wpadnie, tego nikt nie zabierze. Od wódki nie stroni, z ferajną ćwiarteczkę wypije, ale wedle zasady: można wypić po kubeczku, spokój w głowie, w porządeczku. Potrzebującym pomoże, choć sam ma niewiele. Umie kombinować, czyniąc to zawsze z humorem. Optymista.
Dzisiaj ktoś taki byłby traktowany co najmniej z rezerwą. Ale też – dzisiaj takich charakternych ludzi już chyba nie ma…
Kozak przekazuje czytelnikowi informacje o życiu codziennym: ile kosztowało wiadro wody, jak mógł zarobić na życie piętnastolatek z kamienicy czynszowej, jaka kultura obowiązywała chłopaka z Dołu, który wybierał się w miasto, jak tańczyło się „U przyjaciół” i jak załatwiało się przedmioty codziennego użytku, zazwyczaj niedostępne. Kindersztuba, obowiązująca w fabryce, zarobki i mieszkania robotnika czy majstra… Piękny dokument.
I… chyba nie da się więcej o książce jako takiej napisać. Ogrom faktów, natłok przygód, idealne wciągnięcie czytelnika w tamten klimat. Dla mnie Grzesiuk stanowił samorodny talent pisarski, bije na głowę wielu uznanych, współczesnych autorów. Zapewniam, czytelnik nie pożałuje spędzonego nad książką czasu.  

Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Rok wydania: 1961 (po raz pierwszy) 1982 (mój egzemplarz)
ISBN: 83-05-11107-5
Liczba stron: 263
Cena: ok. 26zł
Foto: media200.8p.pl: 


wtorek, 30 sierpnia 2011

Operacja “Dzień Wskrzeszenia” – Andrzej Pilipiuk

Rok 2014. Wskutek nieodpowiedzialności I chorych ambicji byłego prezydenta Polski, Pawla Citki,  Ziemia przedstawia krajobraz po 3 wojnie światowej – atomowej. Zginęły 4 miliardy ludzi. Z tych, którzy przetrwali, połowa zginie wskutek choroby popromiennej. Teren RP nieskażony tylko w 5%. W głowach uczonych powstała szalona (czy na pewno…?) myśl – trzeba cofnąć się w czasie i unieszkodliwić przodka Citki. Wystarczy zmutowany wirus świnki, powodujący bezpłodność i prezydent nigdy się nie narodzi. A wówczas nastąpi Dzień Wskrzeszenia – nikt nie wyśle bomb, świat przetrwa bez klęski popromiennej. Maszyna czasu już jest, teraz tylko pozostaje kwestia znalezienia odpowiednich ludzi, przeszkolenia ich i… zrealizowania planu. Wstecz wyruszają Paweł, Filip, Sławek I Magda – choć nie zawsze trafiają tam, gdzie powinni. Do tego dochodzi nakaz minimalnej ingerencji w przeszłość (efekt motyla) I groźba paradoksu dziadka.

Czy im się uda? Czy grupa całkowicie obcych sobie nastolatków poradzi sobie z odpowiedzialnością, presją psychiczną, torturami, chorobami, głodem…? Jak to jest przenieść się nagle z XXI wieku w XIX albo jeszcze dawniej?

Lekturę czyta się przyjemnie pod warunkiem, iż przymknie się oko na kilka nieprawdopodobieństw. No bo, na zdrowy rozsądek, ilu nastolatków wie dokładnie jak DOKŁADNIE działa zegar elektroniczny? albo zegar mechaniczny? Wiemy, że działa i tyle, prawda? Że już nie wspomnę o wiedzy na temat fizycznej strony działania klepsydry. Młodzi bohaterowie mają zadziwiająco obszerne wiadomości z dziedziny medycyny, fizyki, chemii…Ogólnie – lekko naiwna bajka dla dorosłych, zdecydowanie. Ale nie jest źle, powiedzmy 4+ / 6.

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2006

ISBN: 978-83-7574-487-3

Liczba stron:492

Cena: ok. 40zł

Foto: empik.com:

operacja-dzien-wskrzeszenia-b2287110

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Szepty – Irena Matuszkiewicz

Chociaż rzecz tę czytałam już kilka miesięcy temu, to nasunęło mi się kilka wpisów blogowych i muszę swoje trzy grosze wtrącić w temacie.

Znajomość z książkami pani Ireny Matuszkiewicz zaczęłam dawno, och, już z 10 lat temu. Najpierw pochłonęłam „Agencję złamanych serc”, zaraz potem „Dziewczyny do wynajęcia” i „Gry nie tylko miłosne”, a potem jeszcze kilka innych. Prędko dało się zauważyć, że o ile historie te są okraszone duża dawką humoru, to zakończenia pani Irena pisze z małym dodatkiem dziegciu. Niby rzecz dobrze się kończy, czytelniczka powinna błyskać uśmiechem, ale gdzieś tam jakaś zadra, która zmusza wręcz do zastanowienia się nad przewrotnością losu.

No i, nauczona doświadczeniem, powinnam spodziewać się kłującego finiszu, ale…

„Szepty” to powieść bardzo przewrotna. Już to, że główną bohaterką Autorka uczyniła panią w starszym wieku na tle jej poprzednich pozycji jest nowością. Mało tego, Funia (właściwie Felicja Lipecka) nie jest zrzędliwą, zgrzybiałą staruszką dreptającą do kościoła i z powrotem, ale zażywną kobietą, spotykającą się z innymi jej podobnymi koleżankami w grupie o roboczej nazwie ale-babki. Ładnie, prawda? I tak zgłębiając się w powieść snułam wyobrażenia, jak to będzie – ja w wieku 65+ spotykająca się na kawie, w teatrze, wędrująca do kina czy na spacer z taką ale-babkową ekipą. Niestety.

Po mniej więcej połowie lektury ale-babki pokazują swoje mniej pozytywne strony, kilka problemów rodzinnych, jakaś depresja, wdowieństwo, odrzucenie i już złe cechy charakteru ukazują swe oblicze. Głównie u Funi, rzecz jasna. A już prawie na samym koniuszki historii poznajemy Funię taką, jaką zapamiętała ją jej córka. I w tym momencie doznałam głębokiego wstrząsu, rozczarowania i nie wiedziałam – czy książka mi się podoba, czy też powinnam być na Autorkę wściekła, że taką piękną postać uczyniła brzydką.

Po namyśle – przewrotność zakończenia typowa dla pani Matuszkiewicz, zrobione to jest zresztą zręcznie i pomysłowo. Lektura wielce przyjemna, niby typowo kobieca, ale nie – głupiutka. Na poprawę humoru nie polecę, ale z czystym sumieniem – można czytać i delektować się tą opowieścią.

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Rok wydania: 2011

ISBN: 978-83-7648-580-5

Liczba stron:320

Cena: 33zł

Foto: proszynski.pl:

szepty-bprod59616837

czwartek, 25 sierpnia 2011

Cejrowski. Biografia – Grzegorz Brzozowicz

Ponoć WC albo się kocha, albo nienawidzi. Pośrednich uczuć brak. No I zagwozdkę mam, bo on mnie tyleż drażni, co fascynuje, bawi, śmieszy, zachwyca… Zaglądając na jego stronę, czytając jego książki – co rusz trafiam na coś, z czym zgadzam się w 100% i co chwilę na coś, z czym w 100% się NIE zgadzam. No i żyję sobie w takim rozchwianiu…

Na szczęście książki zdecydowanie uwielbiam (a jak dotąd przeczytałam 3 jego autorstwa). Dlatego też z zaciekawieniem dorwałam od koleżanki biografię, bo tak sobie pomyślałam, że WC byle komu nie pozwoliłby na publikację. Fakt. Nie żałuję.

Jestem w ogromnym szoku, bo jakoś zawsze WC był dla mnie postacią wyłącznie podróżniczą (mimo, że za moich szkolnych lat wstyd było nie oglądać “WC kwadransa”). Jakoś tak sobie człowieka zaszufladkowałam egzotycznie. A tu – biznesmen pełną gębą, z dziada-prawdziada. Własna kolekcja ubrań (fajne koszule, jakbym tak w prezencie dostała…), stend-upy (forma kabaretowa na wzór hamerykański), kubki, imprezy masowe (osiecki Ciemnogród)), imprezy muzyki country. A to wszystko z ułańską fantazją, nieustępliwością, fanatycznym katolicyzmem, otwartością umysłu).

Czytelnik w książce nie znajdzie pikantnych, osobistych (ba! żadnych w sumie współcześnie osobistych) szczegółów, za to przekrój przez rodzinę (ładnie napisany, nie nudzi), wiele aferek radiowo-telewizyjno-sądowych i ścieżkę ekonomiczną właśnie. Mnie się podobało.

Wydawnictwo: Zysk I s-ka

Rok: 2010

Liczba stron:256

Cena: 39,90zł

Foto: merlin.pl:

Cejrowski-Biografia_Grzegorz-Brzozowicz,images_product,31,978-83-7506-545-9

Zmorojewo – Jakub Żulczyk

Najpierw zachwycił mnie tytuł. Potem - o, gruba kniga, fajnie. No a po przeczytaniu stałam się fanką autora.
Jeśli myślicie, że na Ziemi jest tylko czysta fizyka i racjonalizm, to źle myślicie. Zło istnieje, a jakże - pod postacią najprawdziwszych, obrzydliwych stworów (Gangrena, Strzępowaty, Węszacze, Leszy...). Dostępu Zła do naszego świata bronią mieszkańcy Zmorojewa, które mieści się niejako na terenie Polski, w pobliżu wsi Głuszyce. Niejako, bo tak naprawdę jest ukryte pod wsią - nie w ziemi, nie. Ono... istnieje POD i tyle. Nie próbujcie tego racjonalnie tłumaczyć. Zmorojewo zostało stworzone przez imć Jana Twardowskiego, jako ostatni bastion strzegący nas przed władzą Leszego. Tyle, że ludzie stają się źli, nieobliczalni, nieodpowiedzialni – i coraz więcej stworów przenika w pobliże Głuszyc. Na nieszczęście w łapy Zła dostają się trzy artefakty – Klucze: Portret, Kwiat, Lustro. I już wydaje się, że wszystko stracone…

W rękach bohaterów Zmorojew i piętnastoletniego Tytusa Grójeckiego (wielbiciela horrorów, gier komputerowych I zdecydowanego przeciwnika sportu) cała nadzieja.

Język – świetny. Akcja wartka, spójna, autor wykorzystuje podania, legendy I zgrabnie łączy je w nową bajkę. Zdecydowanie jestem na tak I z niecierpliwością czekam na dalsze (zapowiadane) losy Tytusa Grójeckiego.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok: 2011

Liczba stron: 481

Cena: 39,90zł

Foto: portal naszaksiegarnia.pl

zmorojewo

wtorek, 23 sierpnia 2011

Tylko dla dziewcząt – Magdalena Samozwaniec

To tytuł chyba mało znanej książki. O relacjach między kobietą a mężczyzną, zbiór... opowiastek, felietonów, dialogów.
Śmieszna rzecz. Z jednej strony zdezaktualizowana do granic możliwości (podejście do spraw damsko-męskich, mentalność bohaterów, styl podrywania, podział ról społecznych i inne), z drugiej - wciąż aktualna, ponieważ i dzisiaj istnieją kobiety głupiutkie i mężczyźni naiwni. Ogólnie - polecam, książkę czyta się przyjemnie. Choć drażniła mnie pewna maniera autorki - wszelkie słowa, które stosowała w przenośni czy w celu podkreślenia humoru sytuacyjnego wstawiała w cudzysłów. Miałam odczucie, że owa pani nie do końca wierzy w inteligencję ludzi czytających ;) A może tylko na siłę chciała być zabawna?

Tak czy siak, lekturka miła, czyta się prędko, specjalnych wysiłków umysłowych nie wymaga.

 

PS. zastanawiam się, czy tytuł został zmieniony kiedyś? Posiadam książkę o takim tytule, a w Internecie widzę wszędzie “Tylko dla kobiet”…?

Przeklęta bariera – Joanna Chmielewska

Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku i współcześnie. Dziewiętnastowieczna hrabina Katarzyna, będąc w podróży do Francji, budzi się w przydrożnym hotelu – ale (o zgrozo!) w latach nam współczesnych. Jako kobieta inteligentna (chyba nawet, jak na dziewiętnastowieczne gusta, zbytnio) i mająca u swego boku zaufanego stangreta (świadomie przenoszącego się z jedej epoki w drugą) zaczyna sobie całkiem nieźle poczynać w nowej dla niej rzeczywistości.

Hrabina majętna, więc prędko znajduje się pretendent do jej ręki lub… usunięcia kobiety z drogi i przejęcia spadku. Niestety (dla niego, rzecz jasna) damę zauroczył całkiem inny mężczyzna – Gaston, osobnik prawego charakteru, który to pan (wraz ze wspomnianym zaufanym) pilnie baczy, by ukochanej nie stała się krzywda. I wszystko zaczyna układać się pomyślnie, gdy nagle…

Dziewiętnastowieczna pani hrabina budzi się (o zgrozo!) we własnym domu – 115 lat wcześniej.

Czy hrabina przyzwyczai się na nowo do starych czasów? Co z ukochanym? I czy życie I majątek kobiety na pewno nie są już zagrożone?

Jest to, przynajmniej dla mnie, jedna z lepszych i ciekawszych książek pani Chmielewskiej. Napisana z typowym dla niej humorem, postacie barwne, język współczesny dobrze komponuje się z tym z minionej epoki. Zaskakujące momenty, przejścia pomiędzy stuleciami dają konieczny dreszczyk emocji.

Książka napisana w roku 2000, obecnie dostępna pod szyldem wydawnictwa Kobra, zdjęcie – empik.com. Koszt – ok. 35zł.

przekleta-bariera-b4093

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Arabska żona - Tanya Valko

Licealistka, dość stłamszona przez matkę, poznaje na swojej osiemnastkowej imprezie w knajpie Muzułmanina. Miłość rozkwita, w raczej mało sprzyjających okolicznościach zapyziałego miasteczka (koledzy-rasiści, matka trzymająca pod spódnicą jedynaczkę, zbliżająca się matura). Wybranek Doroty to Libijczyk, robiący w naszym kraju doktorat z informatyki. Od słowa do słowa, od czynu do... wpadki. Ślub, matura, narodziny córki, chwilowe mieszkanie w polskiej rzeczywistości (nie tak dawnej, komórki już były, chociaż komputeryzacja na kiepskim poziomie) i wreszcie - wyjazd do kraju męża.
I tym samym koniec bajki. Wszystko, co mogło złego się zdarzyć, zdarza się. No, może prócz teściowej cholery (ale już teść furiat jest, a jakże). Perypetie rodzinne, miotanie się bohaterki, walka o dziecko.

Czyta się lekturę świetnie, wciąga, i jakkolwiek głupio to brzmi - jest to dobra książka (chociaż w kontekście takich historii każdy komplement wydaje się być nie na miejscu, czyż nie?). Jeśli ktoś lubi tego typu literaturę - będzie zadowolony. Gdybym miała rzecz porównać do innej historii, to na myśl przychodzi mi "Tylko razem z córką" Betty Mahmoodi.

Czytając historię tego typu za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu, że kobieta zdecydowała się na taki mariaż. Tak skrajne kultury, tak bardzo nagłośnione różne dramaty - i nie, to nie rasizm - to zdrowy rozsądek przeze mnie przemawia i instynkt samozachowawczy.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2010 rok.